Słuchajcie, to niesamowite ... przyszedł do mnie w tą sobotę synek
Kasi ino ino w tajemnicy - po prośbie. Chciał uszyć coś dla mamy:) Podkładkę na kubeczek.
Wyciągnęłam torbę z zielonymi resztkami, które mi zostały po
zielonym patchworku. Wysypałam na ziemię i kazałam wymyślać.
Wspólnie wycięliśmy geowłókninę, na nią Kuba "nasypał" cieniutkie paseczki, uładził je jako tako i nałożyliśmy zieloną organzę. Wyszło nam takie "confetti".
Potem zrobiłam przyspieszony kurs obsługi maszyny i Kuba zaczął sobie szyć .. tam i z powrotem...
w ten sposób powstał oryginalny wzór pikowania po obu stronach
Podkładka była gotowa, ale Kuba nie odpuścił i poprosił jeszcze o lamówkę...
Zatem, żeby nie było tak łatwo pokazałam jak się samemu robi lamówkę i jak się prasuje ...
dał radę:) zrobił sam wszystko sam ...
I sam ją przyszył....
Voila:
Wszystkim mamom życzę takich DZIECI!!!!
Miłego dnia z herbatką w ręku...
ps. jestem dumna, że kiedyś to ja pobierałam pierwsze lekcje u Kasi, a dziś mogę się odwdzięczyć za jej cierpliwe ręce w ten sposób:)