Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 lipca 2014

Japonka i Samuraj

Rok temu Basia, moja koleżanka, znalazła haft japonki u  Kasi ino ino  i się nim zachwyciła. Zamarzyły jej się  dwie poduszki właśnie z japonką i drugą z samurajem. O ile  o wzór na japonkę  nie jest trudno to o wzór samuraja ogromnie .  I niestety wówczas  temat zawisł w próżni.
Kiedy na gwiazdkę 2013 pokazałam na blogu i na Fb mój haft japonki, który zrobiłam dla mojej siostry do kosmetyczki  - Basia odezwała się ze swoim pomysłem znowu.
Ja niestety nie czuję się na siłach żeby haftować  - dla innych. Po drugie nadal nie było wzoru na samuraja... ale skoro nadal uparcie Basia wierci dziurę????
W necie jest wszystko do znalezienia - nawet wzór samuraja - phi ale do kupienia za 100 Eur.... absolutnie nie na naszą kieszeń.  Ale  piękny, skomplikowany, kolorowy    cudny wzór...Jak go przerobić, zgapić??? Kto by go wyszył?

Aż tu nagle... Eureka!!! No przecież  jest Darek. Tyle się o nim od Kasi  nasłuchałam, jego prace i hafty podziwiałam  i nagle pojawił się na swoim blogu.
Darek przyjął wyzwanie ...


Z japonką podobno nie było zbyt wielu problemów. Haft jest piękny. Ona delikatna, zwiewna, skromna...

Samuraj zanim stał się samurajem przechodził  liczne metamofrozy ale opłacało się. Efekt jest  zachwycający:) On zimny, surowy, zamyślony ...

Ja ze swej strony dołożyłam japoński, złocony materiał ...

Chciałam w słońcu wydobyć te złote odcienie nici i  materiału ale słońce ciągle robiło mi figla.


A to ja walcząca z cieniem..
I tak kolejny raz udowodniłam  sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych... Darek pewnie też by się z tym zgodził ...

środa, 19 marca 2014

Ja jestem dwa tysiące a Ty tysiąc

Młynek do kawy - wyszyłam go niedawno, pisałam już o tym tutaj i  miał być dla mnie. Ale przecież niedawno było Krystynki więc uznałam, że uczynię z niego prezent.
Wpasowałam go w tkaninę kawową i  powstał mariaż jak mało kiedy:)

Powstała kolejna kosmetyczka  kawowa - moja mama była mile zaskoczona, bo dla nas kawa ma  nie tylko kulinarne znaczenie ale i emocjonalne.  

 Pokazałam kosmetyczkę młodszemu synowi:
- Podoba Ci się?- pytam
-A co to jest? pyta Filip
- Ach, mówię, to młynek przecie do mielenia ziaren kawy!
- Mamo! - mówi Filip z wyrzutem - skąd to ja mam wiedzieć, ja przecież jestem dwa tysiące a ty tysiąc!!!


Tak oto wyjawia się różnica pokoleń:)
Jesteśmy z dwóch epok:)  ale na szczęście płynie w nas jedna krew.

środa, 26 lutego 2014

Zawzięłam się choć było ciężko:)

Postanowiłam, że kolejnym prezentem dla siostry będzie coś japońskiego. Ona lubi takie klimaty.
Widziałam u   Kasi ino ino kosmetyczkę z  haftowaną głową gejszy - no i złożyłam zamówienie. 
W między czasie szukałam materiału, który by choć trochę pasował do klimatów japońskich. 
I  jak  to przystało na huntera szmatek - trafiła mi się nie lada gratka - nowiutka- jeszcze z metką - pidżama ze 100% bawełny japońskiej.  Więc materiał już był, no to  zamówiłyśmy haft. Ale jakoś tak ciągle coś było na przeszkodzie .... haft nie powstawał. Prezent miał być na lipiec tamtego roku, potem przełożyłyśmy  na październik....znowu nie wyszło. Zbliżały się  święta bożonarodzeniowe  - haft się nie zrobił. Więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Skoro  przeszłam  pierwszą inicjację z haftem będąc  w szpitalu, to uznałam, że z gejszą zmierzę się sama.
Oj szło ciężko, kark mnie bolał, oczy wysychały, klęłam jak szewc - przy moim braku doświadczenia... nie wspomnę tu o jakości...
Użyłam chyba za cienkie nici do tej kanwy, krzyżyki nie wyszły za równe ... no ale trudno,    wyszyłam najlepiej jak umiałam:)
Hafcik zaniosłam  do Kasi ino ino, żeby mi uszyła swoimi czarodziejskimi rękoma  kosmetyczkę.
Ja   nie umiałam wszywać zamków no i jeszcze nigdy nie szyłam ksmetyczki więc skoro to miał być prezent to już jeden eksperyment wystarczył.
Kosmetyczka wyszła tak: taaa  daaam!
Oj zapomniałam   dopowiedzieć, że zamiast użyć materiału z japońskiej pidżamki to  użyłyśmy  oryginalnego japońskiego materiału, który przyleciał prosto z Japonii na moje życzenie. Bo...
Będąc w szpitalu, pewnego dnia zadzwoniła do mnie kuzynka, ze słowami otuchy i pyta się co może dla mnie zrobić, uprzednio opowiadając, że wybiera się ze znajomymi na włóczęgę po Japonii.  Więc o co ją poprosiłam?   Kochana bez szmatki nie przyjeżdżaj!!!:)   

I tak oto spełniło się moje marzenie o japońskim prezencie dla siostry.
Wszystko się zgadza - materiał w kwiatki, bo to kraj kwitnącej wiśni przecie, gejsza i nawet koraliki są z napisami japońskimi. To już zasługa Kasi, która zawsze dba o szczegóły. 

Zawzięłam się, choć było ciężko... ale prezent pod choinką znalazł się na czas:)

czwartek, 31 października 2013

Haft krzyżykowy

Czasami tak się w życiu zdarza, że robimy coś o czym wcześniej  się w ogóle nie myślało. Mnie właśnie sytuacja zmusiła. Taki mały chichot losu spowodował, iż na 3 tygodnie utknęłam w szpitalu. Żeby ten czas mijał szybciej, zaczęłam haftować. Zostałam wyposażana w pełen ekwipunek hafciarki przez Kasię: igłę, mulinę, kawałki kanwy, gazetki. Dostałam pierwsze wytyczne jak się za haft zabrać.
I tak oto zaczełąm nową przygodę z nićmi...
W pierwszej kolejności  wyhaftowałam medal dla młodszego synka - on dla mnie zdobył brązowy medal na zawodach w akrobatyce, na których niestety nie mogłam być.
Potem dla drugiego synka wyhaftowałam zakładkę do czytania:). Ponieważ jest małym muzykiem to zamiast motywu czytania czyli np. książki,  zrobiłam klucz wiolinowy.
No, to pierwsze koty za  płoty.  Czas przy tym wreszcie biegł jak opętany .... Jestem bardzo zaskoczona ile czasu trzeba było poświęcić aby wyhaftować  tak mały obrazek... dla tych, co robią to zawodowo to chylę czoła:)
Pewnego dnia  tkwiąc nadal na oddziale, odwiedził mnie mąż i przywiózł mi od Uhatki piękny kawał bielutkiej kanwy i gazetki ze wzorami do haftowania  oraz cudny woreczek z lawendą, który mi pachniał przy łóżku.
Tym razem zabrałam się za "duży" projekt ...

Konika morskiego zaadoptował sobie mąż - oprawił go nawet w ramkę i zabrał do pracy ...
A ostatnią rzecz, którą zrobiłam to coś dla siebie ...
Koncepcja i wzór cały mój... jak widać mało doskonały...  ale miałam do wglądu tylko zdjęcie...
Może uszyję wykorzystując młynek rękawicę do kuchni...jeszcze nie jestem pewna ...

Dziewczyny  Kasiu, Ulko dziękuję Wam bardzo!!!

Muszę powiedzieć, że frajdę miałam  ... znowu przekonałam się ile mam w sobie cierpliwości i determinacji.
Ba, frajdę miałam podwójną nawet potrójną, bo zaraziłam inne pacjentki, które też nigdy wcześniej nie haftowały. I tak we trzy "miło" spędzałyśmy czas, prawie jak nasze prababcie przy darciu pierza:).

Ale dobrze być już w domu ...