środa, 23 kwietnia 2014

Zajączek się udał:)

Od kilku lat spędzamy Święta Wielkanocne w górach ... w tym roku było podobnie. Ale tym razem było nas sporo - 4 rodziny, więc było gwarnie i  wesoło. Dużo czasu  spędzaliśmy na wędrówkach, na świeżym powietrzu  podczas gdy inni  biernie przy stole, przy garnkach.

W ostatniej  chwili udało mi się przygotować niespodzianki od zajączka:
Uszyłam wiosenne podkładki pod filiżanki:) - 3 komplety po 6 sztuk.

Jako ciekawostkę muszę się z wami podzielić -  odwiedziliśmy Zamek w Książu, blisko Wałbrzycha... i  na czym moje oko się zawiesiło???
Wiadomo - na  sprzęcie  do szycia:) nożyczki z XVIII wieku - prototyp Fiskarsa... i to w różnych wymiarach

 i zgrabne igły.

Prawda, że cudna kolekcja???


niedziela, 6 kwietnia 2014

Sąsiedzi na medal

Pewnej niedzieli,  w południe, puka sąsiad z na przeciwka i pyta:
- Asia, masz może pożyczyć nitki? - a ja mu na to:
- Krzysiek nitek to ci u mnie dostatek!!!
Oczywiście chodziło  o makaron nitki do rosołu - więc ubaw mieliśmy oby dwoje. 
Makaron się znalazł, prosta  sprawa ale dobry rok temu  sąsiad przyszedł z prośbą o uszycie etui na śrubokręty. I to nie jedne!!! Chyba nie wiedzieliście takiej kolekcji śrubokrętów!!!
Zrobiłam więc  prototyp dla jednego zestawu:

Miało być jak najmniejsze, byleby się łatwo wyciągało śrubokręty.  Ale dostałam zrypę, że za grube (włożyłam ocieplinę, żeby było miękko), za szerokie, za ładne. No ta ja mu na to, zrób projekt sam, a ja ci to tylko zeszyję. I tak powstała pierwsza wspólna kolekcja :

Ja to się nie znam ale każde z tych śrubokrętów ma swoje przeznaczenie i nie można ich przypadkowo łączyć w zestawy.
Całe etui jest tak pomyślane, żeby było łatwo wyciągać i łatwo poznać numery kluczy.
Każdy kolejny projekt, był coraz lepszy, tym razem doszła wstążka, bo sąsiad doszedł do wniosku, że jednak praktyczniej będzie etui związywać niż tylko zrolować.
Dobór kolorów zupełnie przypadkowy, bo w zależności od wielkości kawałka materiału - dostałam swego czasu całą siatkę resztek "a la brezent" i teraz jest jak znalazł - idealny - bo wytrzymały, niż zwykła bawełna.


 A tak niestety  wygląda etui w użyciu:
Brudne, pogniecione  - ale to moja reakcja, Krzysiek jest zadowolony, że ma porządek i szybciej dzięki temu pracuje.
Najważniejsze, że cel osiągnięty:)
To dopiero początek zabawy, tych kluczy i śrubokrętów jest niezliczona ilość więc przed nami kolekcja numer dwa... ale tym razem w rozmiarze XXL.  Czekam więc na wenę projektanta - ha ha, nie łatwe tym razem zadanie jak te wielkie klucze ogarnąć. Sama jestem ciekawa ja mu to wyjdzie.

Przy okazji muszę Wam powiedzieć, że sąsiadów mam na medal:) Razem oglądamy mecze, razem przeżywamy smutki i radości, opiekujemy się ich patyczakami jak wyjeżdżają i chętnie wieszam pranie (korzystając z chaty) pod ich nieobecność:). Kiedy moje dzieci urządziły sobie strzelanie  na balkonie z pistoletów z kulek, to kto zareagował jak  nie oni. Z Elizą odkrywam kulinarne przygody pieczenia chleba...i dzielimy wspólny los matek chłopców...

Żeby tak choć w części udało się zdobyć takie relacje z innymi sąsiadami  jak z Elizą i Krzyśkiem...
Życzę Wam takich sąsiadów....



sobota, 29 marca 2014

Idzie wiosna - czas na żużel

Wreszcie drgnęło porządnie w przyrodzie - pomimo przymrozków czuć wiosnę w powietrzu. Wreszcie można odkopać rower:)

Dla tych, którzy stoją w kolejce po bilety na żużel taka oto propozycja:

A dla dziewczyn, które niekoniecznie są fanami  Falubazu, ale dzielnie znoszą kibicowanie swoich  chłopaków poduszka do kompletu:

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przy okazji chciałam bardzo podziękować wszystkim tym, którzy oddali  na mnie głos w wyzwaniu kocim na  addictedtocrafts - miło mi, że tylu osobom moja kosmetyczka  rzuciła się w oczy:)
Serdecznie Was pozdrawiam :):):)

środa, 19 marca 2014

Ja jestem dwa tysiące a Ty tysiąc

Młynek do kawy - wyszyłam go niedawno, pisałam już o tym tutaj i  miał być dla mnie. Ale przecież niedawno było Krystynki więc uznałam, że uczynię z niego prezent.
Wpasowałam go w tkaninę kawową i  powstał mariaż jak mało kiedy:)

Powstała kolejna kosmetyczka  kawowa - moja mama była mile zaskoczona, bo dla nas kawa ma  nie tylko kulinarne znaczenie ale i emocjonalne.  

 Pokazałam kosmetyczkę młodszemu synowi:
- Podoba Ci się?- pytam
-A co to jest? pyta Filip
- Ach, mówię, to młynek przecie do mielenia ziaren kawy!
- Mamo! - mówi Filip z wyrzutem - skąd to ja mam wiedzieć, ja przecież jestem dwa tysiące a ty tysiąc!!!


Tak oto wyjawia się różnica pokoleń:)
Jesteśmy z dwóch epok:)  ale na szczęście płynie w nas jedna krew.

poniedziałek, 10 marca 2014

Chiński kot czyli drapieżnik buszujący w trawie na polu ryżowym

Po raz pierwszy uszyłam coś na konkurs...
Na addicted to crafts ogłoszono wyzwanie - z grubsza ma powstać praca, której motywem przewodnim jest kot.
A że ja się uwzięłam na   ćwiczenie wszywania zamków i szycia kosmetyczek - to postanowiłam, że muszę to jakoś połączyć.
Nie wiem na ile   mój pomysł wpisuje się na "motyw przewodni  z kotem" ale propozycja jest taka:

Wykorzystałam mój drugi już w zasobach materiał japoński  i uszyłam aplikację znaku chińskiego, który
w  oryginale wygląda tak :

Znak ma oczywiście swoją legendę: składa się z trzech części
- ta z lewej oznacza drapieżnika,
- ta z góry oznacza buszującego w trawie,
- ta z prawej oznacza pole ryżowe.
Widzicie to?????

Drapieżnik buszujący w trawie na polu ryżowym - tak dokładnie znaczy ten rysunek:)


Tym razem wszyłam ocieplinę, więc kosmetyczka  jest puchata i mięciutka.
 A to materiał z bliska - ten kolor złoty mnie  po prostu powalił :)


piątek, 7 marca 2014

Minecraft

Creeper - to taki potwór z gry Minecraft. Długo się zastanawiałam jak go uszyć.
 A to takie proste - z kwadratów!!!! Skoro gra polega na budowaniu świata z kwadratów, a dokładniej z sześcianów no to poducha również:


A to  Creeper z właścicielem:

poniedziałek, 3 marca 2014

100% ryby w rybie

Miała powstać zabawka dla niemowlaka - taka żeby była "głośna", interaktywna...

Z różnych pomysłów stanęło na rybce.  


Ryba jest na tyle wąska przy ogonie, że  mała rączka ją obłapie.


Łuski  się odchylają i dają się tarmosić.



A tarmosząc za łuski i płetwy ryba szeleści jak woda w potoku.

Doszyłam jej oczy i wyhaftowałam buźkę - bo inaczej nie wiem co na to "gender" :) 
Tym sposobem powstała  ryba  ze materiału w ryby,w 3D.

Smacznego śledzika jutro!!!





niedziela, 2 marca 2014

Kolejny krok do przodu

Do  tematu wszywania zamka podchodziłam jak do jeża. No ale jak tu uszyć samej kosmetyczkę bez tej umiejętności.   Pooglądałam tutoriale w necie .. przeszłam szybki kurs u Kasi ino ino- uwielbiam jak ona tłumaczy za pomocą  składanych serwetek:) i podjęłam wyzwanie...

Tak oto pierwsze koty za płoty:


Przeszyłam wzdłuż zamka - niepotrzebnie... spód też jakoś niezdarnie mi wyszedł ... no ale wyciągnęłam wnioski i następna wyszła tak


Do środka, w ramach eksperymentu, wszyłam jako wypełniacz geowłókninę - kosmetyczka stała się  dzięki temu dość sztywna. Fajny efekt  - ale  będzie jeszcze  lepiej jak się przepikuje boki kosmetyczki. Tak zrobię następnym razem.
Do trzech razy sztuka..

Tym sposobem uszyłam kosmetyczkę z japońskiego materiału, która trafi w ręce do Ani, która mi ten materiał przywiozła:)

Mam za sobą kolejny krok milowy. Ja do każdych nowości bardzo długo dojrzewam... najpierw nauka robienia  maszynowo dziurek do guzików, teraz wszycie zamków i  sposób na szycie kosmetyczek....
oj fajnie  się ten rok zaczął:)

środa, 26 lutego 2014

Zawzięłam się choć było ciężko:)

Postanowiłam, że kolejnym prezentem dla siostry będzie coś japońskiego. Ona lubi takie klimaty.
Widziałam u   Kasi ino ino kosmetyczkę z  haftowaną głową gejszy - no i złożyłam zamówienie. 
W między czasie szukałam materiału, który by choć trochę pasował do klimatów japońskich. 
I  jak  to przystało na huntera szmatek - trafiła mi się nie lada gratka - nowiutka- jeszcze z metką - pidżama ze 100% bawełny japońskiej.  Więc materiał już był, no to  zamówiłyśmy haft. Ale jakoś tak ciągle coś było na przeszkodzie .... haft nie powstawał. Prezent miał być na lipiec tamtego roku, potem przełożyłyśmy  na październik....znowu nie wyszło. Zbliżały się  święta bożonarodzeniowe  - haft się nie zrobił. Więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Skoro  przeszłam  pierwszą inicjację z haftem będąc  w szpitalu, to uznałam, że z gejszą zmierzę się sama.
Oj szło ciężko, kark mnie bolał, oczy wysychały, klęłam jak szewc - przy moim braku doświadczenia... nie wspomnę tu o jakości...
Użyłam chyba za cienkie nici do tej kanwy, krzyżyki nie wyszły za równe ... no ale trudno,    wyszyłam najlepiej jak umiałam:)
Hafcik zaniosłam  do Kasi ino ino, żeby mi uszyła swoimi czarodziejskimi rękoma  kosmetyczkę.
Ja   nie umiałam wszywać zamków no i jeszcze nigdy nie szyłam ksmetyczki więc skoro to miał być prezent to już jeden eksperyment wystarczył.
Kosmetyczka wyszła tak: taaa  daaam!
Oj zapomniałam   dopowiedzieć, że zamiast użyć materiału z japońskiej pidżamki to  użyłyśmy  oryginalnego japońskiego materiału, który przyleciał prosto z Japonii na moje życzenie. Bo...
Będąc w szpitalu, pewnego dnia zadzwoniła do mnie kuzynka, ze słowami otuchy i pyta się co może dla mnie zrobić, uprzednio opowiadając, że wybiera się ze znajomymi na włóczęgę po Japonii.  Więc o co ją poprosiłam?   Kochana bez szmatki nie przyjeżdżaj!!!:)   

I tak oto spełniło się moje marzenie o japońskim prezencie dla siostry.
Wszystko się zgadza - materiał w kwiatki, bo to kraj kwitnącej wiśni przecie, gejsza i nawet koraliki są z napisami japońskimi. To już zasługa Kasi, która zawsze dba o szczegóły. 

Zawzięłam się, choć było ciężko... ale prezent pod choinką znalazł się na czas:)

czwartek, 20 lutego 2014

Image of Africa

Oj będzie już ze dwa lata jak dostałam świetną książkę Patchwork SAFARI.   Cuda, mówię Wam, cuda babeczki szyją ...Zachwyciłam się niesamowicie. Klimaty afrykańskie... jeden patchwork lepszy i piękniejszy od drugiego. Obiecałam sobie,że kiedyś jeden z nich uszyje.  Tylko żeby znaleźć materiały  - no bo to podstawa - afrykańskie, gorące , kolorowe, kuszące....
Z książką dostałam też spodnie - oryginale afrykańskie ale jestem straszna gapa bo nie zrobiłam  zdjęcia:( tak się nimi zachwyciłam, że je szybko poprułam. A zszyte były z wielu kolorowych kwadratów. Więc początek tkanin na mój afrykański patchwork już był.
Z czasem udawało mi się w lumpeksach kupić oryginalne afrykańskie tkaniny, a nawet całe ubrania, które nadawały się do ponowniego wykorzystania.
Kiedy wydawało mi się, że moja kolekcja jest już całkiem spora, wybrałam wzór i zaczęłam wycinać kwadraty i prostokąty...
Kiedy je zszyłam okazało się, że  wzór podany w książce  pozwala uszyć mały quilt.... a ja chciałam taaaki duży na moje łóżko.... No i trochę entuzjazm zgasł... odłożyłam więc na zaś...
Dokładnie rok temu   dostałam kolejną dostawę tkanin z Gambii, o których pisałam  tutaj.
Ale dopiero w tym roku zrealizowałam moją obietnicę.

Kiedy zeszyłam wszystko w całość - trochę mnie te czarne kwadraty denerwowały... więc postanowiłam je rozjaśnić pikowaniem.
Kupiłam cieniowane nici  - z daleko nie widać zmieniających się kolorów  ale efekt uzyskałam zadowalający.  Przy okazji poćwiczyłam pikowanie w kamienie - tak sobie tłumaczę, że przedstawiają one wysuszoną ziemię na Saharze....
A tak prezentuje  się na zimowej trawie.
A na drugą stronę patchworku? No właśnie początkowo miałam podszyć polar, żeby to raczej był koc użytkowy do salonu ale w tajnym, rodzinnym głosowaniu stanęło, że ma być tradycyjnie.
Więc kiedy szłam kupić ocieplinę, wstąpiłam  do mojego ulubionego lumpeksu i ta dam!!! Dla mnie specjalnie ponad 4 m afrykańskiej bawełny:)  No to był znak:)

I tak cały patchwork jest afrykański:)

Nawet kot przyszedł ogrzać się jego ciepłem...
Jestem  bardzo zadowolona, że po trzech lata nauki szycia udało mi się uszyć coś dla mnie...

A to źródło mojej inspiracji:

Cieplutko jest zasypiać w takim towarzystwie, kiedy za oknem jeszcze ciągle zima:)

Asiu O! Dziękuję ci za piękne zdjęcia:)